Script Fiesta 2018 – spotkanie z Tomaszem Bagińskim

Nieczęsto mam okazję brać udział w spotkaniach z twórcami na żywo – trochę z lenistwa, trochę z powodu nieszczęśliwych zbiegów okoliczności, głównie wynikających z szacownego statusu matki. Życie z dwójką przedszkolaków to, uwierzcie lub nie, prawdziwy rollercoaster. Facebook mi właśnie przypomniał, że rok temu moja starsza latorośl rozcięła sobie bródkę na kwadrans przed moim planowanym wyjście. Ręka, noga, mózg na ścianie, plasterek z Minionkami i uziemiona matka, która służy za mięciutką poduszkę do pocieszania. Tak to wygląda, kto przeszedł ten cudowny i trudny czas, ten wie.

Ale tym razem się udało – niedawno wzięłam udział w ciekawym spotkaniu na festiwalu Script Fiesta.  Jest to coroczna impreza, służąca integracji środowiska scenarzystów filmowych i serialowych. Przygotowana z rozmachem, o ogromnej rozpiętości tematycznej, oferuje całą masę warsztatów, spotkań z doświadczonymi twórcami, którzy dają inspirację dla początkujących, mniej doświadczonych czy też, być może, mniej przebojowych twórców. Uczestnictwo w takich spotkaniach często zapala iskrę, dzięki której możemy zapłonąć żywym entuzjazmem do tego, co sobie gdzieś w kącie, nieśmiało tworzymy, jak również odziera nas ze złudzeń, że wystarczy genialny pomysł na dzieło i już się będą o nas zabijać stacje telewizyjne i studia filmowe. Tak więc oprócz spotkań z naszymi idolami, mamy okazję – za jednym zamachem – wznieść się w niebo na skrzydłach utkanych z marzeń i zejść na ziemię, jeśli chodzi o nasze oczekiwania natychmiastowego efektu.

Ukoronowaniem całego wydarzenia jest Pitch Fiesta – rodzaj „szybkich randek”. Chodzi o to, by producent filmowy lub telewizyjny zapałał miłością do twojego dzieła. Masz pięć minut na przekonanie go do twojego genialnego pomysłu. Jeśli otrzymasz wizytówkę producenta, oznacza to, że się udało, możesz otwierać szampana. Jeśli nie, przechodzisz do kolejnego stolika, znów błyskawicznie starasz się zarazić następną Bardzo Ważną Osobę zapałem do twojej twórczości.

Podziwiam uczestników Pitch Fiesty, sama nie byłabym w stanie podołać takiemu zadaniu, prawdopodobnie poplątałabym się w zeznaniach, spłoniła dziewiczym rumieńcem i poszła w kąt się wypłakać. W takich momentach zawsze wychodzi ze mnie nieśmiałość, o której wspominałam w tym tekście – wiedźma wtedy właśnie się ujawnia, więc, znając to ograniczenie, nawet nie próbowałabym się narażać na spotkanie twarzą w twarz z zakopaną w czeluściach mojego mózgu, zapomnianą panią na literę N.

Więcej o festiwalu poczytacie tutaj, mam nadzieję, że są wśród Was osoby potencjalnie zainteresowane wzięciem udziału w przyszłorocznej edycji. Umiejętność pisania ciekawej fabuły jest uniwersalna, ważna nie tylko dla scenarzystów, ale również autorów opowiadań i powieści. To bardzo ważny element pisarskiego warsztatu, dlatego też mam w planach uczestnictwo w szkoleniu prowadzonym przez Agnieszkę Kruk, pomysłodawczynię festiwalu, wykładowczynię w założonej przez siebie szkole scenariopisarstwa Story Lab.Pro.

Tymczasem zapraszam Was na spotkanie z Tomaszem Bagińskim, rysownikiem, animatorem, reżyserem, dyrektorem kreatywnym Platige Image. Pragnę się z Wami podzielić zarówno wrażeniami z tego wydarzenia, jak i wnioskami, jakie mi się nasunęły już po jego zakończeniu. Rozmowa, którą Michał Walkiewicz, redaktor naczelny Filmwebu, przeprowadził z jednym z niewielu polskich twórców cieszących się międzynarodowym sukcesem, gęsta była od prognoz, diagnoz i recept na dobre polskie komercyjne kino.

Fot. materiały prasowe/redakcja „Forbes”

Przygotujcie się zatem, zapnijcie pasy, zaparzcie herbatę, bo oto dzielę się z Wami prognozami, które, być może, w niedalekiej przyszłości znajdą odzwierciedlenie na dużym ekranie – i na kartach powieści, osiągających międzynarodową sławę.

POLSKIE KINO NIE MUSI BYĆ STATYCZNE ANI SMUTNE

Ba, nawet nie powinno. Bagiński podzielił się swoim gustem filmowym i tytułami, które ów gust kształtowały. Bynajmniej nie było to kino ambitne, z wyższej półki – żaden Bergman ani Antonioni. Jako młody chłopak oglądał po wielekroć „Rambo”, „Conana Barbarzyńcę”, „Terminatora”. Bohaterem działającym na jego wyobraźnię był Rocky Balboa, a nie wątły „Absolwent”, odczuwający subtelne drgania swej płochliwej natury. Stąd może takie, a nie inne podejście Bagińskiego do odwiecznego dylematu twórcy – zarabiać na kasowych hitach, czy też tworzyć niezrozumiane przez publikę arcydzieła.

Kasowe hity kina popularnego są, jak Bagiński udowadnia, w zasięgu polskich twórców. Kino polskie powinno jednak zrezygnować, do pewnego choćby stopnia, z ciągłego nawiązywania do kina moralnego niepokoju. Zaprzestać sięgania po tematy traumatyczne, rozrywające duszę, pokazujące wciąż jedną i tę samą ponurą polską twarz. Twórca ostrzega, że dopóki nie wyjdziemy z naszego polskiego piekiełka, będziemy dla innych nacji całkowicie hermetyczni. Wspomina, że nawet przy pracy nad, wydawałoby się, dość uniwersalnym tematem powstania warszawskiego  („Hardkor 44”) – walki mieszkańców miasta z okupantem – wiele sytuacji nie dało się przetłumaczyć na międzynarodowy język. Poza tym, polskie kino jest w dużej mierze kinem mówionym, a nawet przegadanym. Stąd trudno o przyciągnięcie uwagi międzynarodowego odbiorcy. Nie jest on czuły na nasze lokalne aluzje, nawiązania do sytuacji społeczno-politycznej, w których się lubujemy. Więcej pokazywać, mniej mówić, więcej akcji, mniej dramatu – tak można streścić pierwszą radę Bagińskiego.

POLSKIE KINO NIE MUSI BYĆ POWAŻNE

Kolejna teza, którą Bagiński mnie nieco zaskoczył, to podkreślenie potencjału, jaki drzemie w polskich komediach. Na pytanie o gatunek, w który polscy twórcy powinni celować, zważywszy na ciągłe problemy z budżetem, Bagiński stwierdził, że produkujemy świetne komedie romantyczne. Podobno co roku wypuszczane są dwa tytuły, oczywiście zwykle w lutym, z których zwykle jeden jest na dobrym poziomie, a drugi na doskonałym. Ostatnim dobrym filmem tego typu była według Bagińskiego „Planeta singli”. Przyznam, że polska komedia romantyczna to nie jest coś, co przyprawia mnie o mocniejsze bicie serca, lecz skoro Mistrz twierdzi, że to jest dobre – czas sprawdzić. Przyjrzę się fabule, rozbiorę ją na czynniki pierwsze, na pewno przyda mi się jako lekcja opowiadania historii.

POLSKIE KINO MA DO PRZEKAZANIA UNIWERSALNE HISTORIE

Właśnie to jest chyba najważniejsze. Historie do opowiedzenia. Bagiński nie lubi koncentrowania się na formie, ważniejsza jest historia – taka, która wbija w fotel, zachwyca, uzależnia. Nieważne, czy opowiedziana ładnie, czy brzydko, czy użyto ambitnych środków wyrazu, czy łopatologicznie wyłożono kawę na ławę. Czasem kiepskie efekty specjalne, drewniana gra aktorów, niezbyt starannie dobrane kostiumy stają się mało istotne, gdy mamy do czynienia z ciekawą, zachwycającą, obezwładniającą opowieścią. Bagiński podał przykład Patryka Vegi, który potrafił przyciągnąć widzów do kina, mimo że przytłaczająca większość krytyków, jeśli nie wszyscy, nie zostawia suchej nitki na jego dziełach. Ludzie ciągną tłumnie do kin na jego filmy – złaknieni interesującej, kontrowersyjnej, sensacyjnej opowieści. Tak już jest, niezależnie od tego, czy się to ambitnym twórcom, dążącym do perfekcji, podoba, czy też woleliby, aby widz docenił wartość artystyczną dzieła.

POLSKIE KINO MA DO PRZEKAZANIA BOGACTWO POLSKIEJ KULTURY

Gdy już zdołamy napisać uniwersalną historię, nie odżegnujmy się od polskiego kolorytu. Polska kultura, niekoniecznie ta spod znaku narodowo-wyzwoleńczej, ma dużo ciekawych, atrakcyjnych aspektów, które warto wykorzystać.

Tu autor dość długo rozpływał się nad zaletami i geniuszem „Wiedźmina” Andrzeja Sapkowskiego. Mówił, że to jedna z niewielu polskich powieści, której autor potrafił połączyć dowcip z mądrością, akcję z romansem, pytania filozoficzne z łotrzykowską opowiastką. Wszystko to podlał wyjątkowym, słowiańskim poczuciem humoru, podobno niezwykle specyficznym dla nas, Polaków. Jeśli połączymy zalety „Wiedźmina” z baśniowo-ludowym kolorytem, dodamy piękne, wyjątkowe dla Europy środkowo-wschodniej krajobrazy – sukces mamy w kieszeni. Przekonali się o tym twórcy gry „Wiedźmin”, która zebrała ogromną liczbę wiernych fanów na całym świecie.

Niedługo będziemy mogli oglądać serial na podstawie prozy Sapkowskiego na platformie Netflix. Jego współtwórca i reżyser, Tomek Bagiński, jest wyraźnie podekscytowany tą nową produkcją. Ja również nie mogę się jej doczekać. Może nareszcie udało się znaleźć świętego Graala? Może uda się nam w końcu lansować polskość w innym wydaniu – na wesoło, intrygująco, pokazując piękno przyrody i zawadiacki  dowcip? Może wyjdziemy z szufladki ponuraków, którzy ponoszą kolejną piękną porażkę? Bardzo bym sobie tego życzyła, bo już najwyższa pora na coś nowego, na wyjście z szufladki kina moralnego niepokoju, w której się trochę zasiedzieliśmy.

A Ty co sądzisz o przyszłości polskiego kina? Mamy szansę podbić rynek międzynarodowy naszymi opowieściami? Oglądasz polskie produkcje, czy raczej od nich stronisz? Jestem bardzo ciekawa Twojego zdania.

A jeśli masz ochotę na więcej życia w Pełni, zapraszam na mojego fejsbunia oraz instagramka.

Ściskam,

17 thoughts on “Script Fiesta 2018 – spotkanie z Tomaszem Bagińskim

  1. Fajny wywiad 🙂 Z racji mojego zawodu często spotykam ludzi, którzy są moimi sportowymi idolami 🙂 Fajnie jest spotkać kogoś, kogo się ceni i porozmawiać z nim na żywo 🙂

    1. Emilko, ja też długo się broniłam, ale naprawdę warto – seriale mają na bardzo wysokim poziomie i na pewno znajdziesz coś dla siebie. Jak będziesz już miała Netflixa, chętnie polecę Ci kilka seriali, które na pewno Cię zadowolą :).

  2. Co do polskiego kina to wiążę z nim ogromne nadzieje. W ostatnim czasie powstało kilka godnych uwagi produkcji, które mogą zwiastować nadchodzącą świetność… ale jak wiadomo jednak jaskółka wiosny nie czyni. Polskie kino ma ogromny potencjał, ale chyba nie jest w stanie w pełni go wykorzystać.

    1. Dokładnie, takie samo jest moje zdanie. Mamy wielu zdolnych twórców, co pokazuje chociażby sukces „Twojego Vincenta”, jednak nie potrafimy stworzyć z tego rozpoznawalnego nurtu, czegoś charakterystycznego, rozpoznawalnego, uniwersalnego. Lecz idzie nowe :).

  3. O warsztatach kreatywnego pisania słyszę na każdym kroku. Nie zawsze jednak istnieje możliwość zrealizowania swojego projektu, o ile zostanie on doceniony przez ekspertów z danej branży.
    Co do wywiadu z Bagińskim, muszę przyznać, że saga o Wiedźminie ma potencjał do bycia rozpoznawalnym polskim „produktem” poza granicami naszego kraju. Były tłumaczenia na inne języki, była gra, a teraz nastał czas na serial, który będzie dostępny na najpopularniejszej platformie z serialami. To jest strzał w dziesiątkę! Czekam na premierę! 🙂

    1. To prawda, warsztaty kreatywnego pisania to dopiero początek długiej drogi do realizacji naszego projektu – ale też ogromna szansa na wyjście z szuflady. Mnie uczestnictwo w kursie Maszyny do Pisania dało dużo pewności siebie i pozytywnego kopa do działania.
      Na wiedźmiński serial czekam z ogromną niecierpliwością, a mój mąż z jeszcze większą :). Będziemy pewnie z tęsknotą wypatrywali wieczoru i postaramy się wcześnie układać do snu dzieciaki :).

  4. Jeżeli nie Wiedźmin, to ja nie wiem, co. Oczekiwania są ogromne i naprawdę wierzę, że będzie to strzał w dziesiątkę. Chciałbym zobaczyć wciągający serial z wątkami słowiańskimi i niesamowitą polską przyrodą!
    Na samą myśl o czymś takim, jak Pitch Fiesta, przechodzą mnie ciarki. Dla mnie byłby to koszmar z najciemniejszych zakątków umysłu. Na pewno nie podszedłbym do nikogo ;o Muszę zatem przemycać swoje pomysły inaczej 🙂
    Pozdrawiam!

    1. Cieszę się, że nie tylko dla mnie Pitch Fiesta byłaby nie do przejścia ;). Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, że już niedługo będziemy mogli wymienić się wrażeniami po obejrzanym „Wiedźminie” :).

  5. Jeśli już jakimś cudem uda się mamie zerknąć dalej nić czubek nosa całej rodziny to faktycznie okazuje się, że dalej też istnieje życie 🙂 i to całkiem ciekawe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *