Nie zaczęło się od ciebie

Od wielu lat przyglądam się światu. Najbardziej mnie intryguje jeden gatunek, homo sapiens. Odkąd tylko potrafiłam składać literki w słowa, a słowa w zdania, zaczęłam budować w głowie obraz ludzkości i pojedynczych ludzi na podstawie lektur. Przeczytałam wiele set książek, na ogół dobrych, choć i takich, przy których lekturze bolały mnie zęby. Moim marzeniem było zostać psychologiem lub lekarzem. Teraz nie żałuję, że życie potoczyło się w inną stronę. Natura ludzka, z jej złożonością, podłym obliczem i wpisanym potencjałem do bycia świętym, jest dla mnie wciąż niezgłębionym przedmiotem fascynacji, pomimo wyboru innej ścieżki zawodowej. Im dalej w las, tym więcej drzew, im więcej wiem, tym mniej wiem. Ot, paradoks.

Od jakiegoś czasu bardzo mnie przyciąga i przekonuje teoria niektórych badaczy i psychoterapeutów na temat powtarzalności losów kolejnych pokoleń w obrębie jednej rodziny. Przeglądając internetowe bogactwo wiedzy, natknęłam się na książkę, która wprost odpowiada moim wcześniejszym przemyśleniom, układa w jedną całość wszystkie po drodze zebrane informacje.

„Nie zaczęło się od ciebie” autorstwa Marka Wolynna podaje w wątpliwość znaczenie i sukces indywidualnej, tradycyjnej psychoterapii. W wielu przypadkach to, co nas dręczy, nakłania do autodestrukcyjnych zachowań, nie ma początku w naszej biografii. Autor podaje wiele przykładów irracjonalnego postępowania, którego nie można nijak wytłumaczyć, po prostu cofając się w przeszłość pacjenta. Są ludzie, którzy z dnia na dzień zaczynają cierpieć na głęboką depresję. Mają różnorodne objawy psychosomatyczne, wycofują się z życia, myślą o jego samowolnym zakończeniu. Mark Wolynn, psychoterapeuta specjalizujący się w leczeniu traum, zastanawiał się, jaka może być przyczyna tego typu zachowań, skoro w wywiadzie nie znalazł żadnej możliwej genezy. Zaczął drążyć temat, uparcie, metodycznie, by w końcu dojść do wniosków, które mogą pomóc nie tylko jego pacjentom, lecz również wielu z nas.

Możliwe jest bowiem dziedziczenie traum. We wspomnianym wyżej przypadku osoba, która chce ze sobą skończyć, może być na przykład wnukiem mężczyzny, który zginął tragicznie dokładnie w tym samym wieku. Mark udowadnia, używając szeregu różnorodnych historii swoich pacjentów, że rodzina nosi w sobie pamięć o przodkach. Przekazuje ją następnym pokoleniom zupełnie nieświadomie, gdzieś między słowami. Trauma jest obecna w rodzinie, nawet gdy o niej się nie mówi. Podświadomie dążymy do wypełnienia pewnego przeznaczenia. To, co zasypują nasi dziadkowie i rodzice pod dywan z czasem może mieć tragiczne konsekwencje. Inne przykłady z tej fascynującej książki były równie mocne. Często przy okazji pracy nad przywróceniem zakurzonych wspomnień pacjenci dowiadywali się o bardzo mrocznych, rodzinnych sekretach. Paradoksalnie, im więcej wiedzieli, im większa ilość bolesnych spraw wyszła na powierzchnię i skąpała się w świetle dziennym, tym szybsze następowało ozdrowienie – z rozmaitych chorób, również tych ciężkich i nie dających się błyskawicznie wyleczyć przy tradycyjnym podejściu.

Autor opisuje dziedziczenie traum na zasadzie obserwacji i słuchania naszych rodziców, naśladowania ich podejścia do życia, poddawania się ich lękom i zahamowaniom. To, w jakiej rodzinie wzrastamy, ma na nas wpływ większy, niż się obiegowo sądzi. Nie można być każdym i mieć wszystkiego. Choć oczywiście największe ograniczenia znajdują się w głowie, nie jest tak łatwo je przeskoczyć, jak obiecują niektórzy współcześni coachowie.

Samoakceptacja zamiast zaprzeczania – to o wiele rozsądniejsze podejście. Ja, biała kobieta średniego wzrostu z Europy środkowo-wschodniej, wychowana w małym miasteczku, nie będę egzotyczną pięknością biegających po nowojorskich wybiegach mody. Moje fizyczne cechy są stałe, wzrostu nie zyskam, nie zmienię koloru skóry. To jest dla większości z nas oczywiste. Lecz również nie będę fizykiem jądrowym pracującym na Harvardzie, ani jednym z trybików Doliny Krzemowej. Mam swoje ograniczenia, część z powodu mentalności, część fizycznych. Ani jedne, ani drugie nie są łatwe do pokonania.

Ale mam też swoje atuty dzięki miejscu i rodzinie, w której dorastałam. Silne geny, zdrowie i witalność być może przyczyniły się do tego, że mam zdrowe dzieci, mimo wielu problemów, jakie stały się ich udziałem. Otwarty umysł sprawia, że chcę i nie lękam się spojrzeć w oczy traumom przeszłych pokoleń. Poczucie własnej wartości i niepowtarzalności pozwala mi zaakceptować w pełni moje korzenie, rozliczyć się z trudną przeszłością wielu poprzednich generacji i ustanowić ją częścią własnej biografii. 

Moja ukochana autorka, Brené Brown, przyznaje, że niedawno jej również przyszło spojrzeć prawdzie w oczy i nareszcie się pogodzić ze swoją przeszłością. Kiedyś, jak opowiada w książce „Rosnąc w siłę”, marzyła o tym, by całkowicie odciąć się od swoich niełatwych losów potomkini zubożałej klasy średniej z Teksasu. Jej rodzice nie mieli łatwego życia, nie byli szczęśliwym i dobranym małżeństwem. Postanowili się rozwieść, co dla Brené i jej rodzeństwa na początku było traumą. Chcąc odciąć się od swoich bliskich i zapomnieć o trudnej przeszłości, Brené Brown wyobrażała sobie siebie jako przedstawicielkę nowojorskiej elity naukowej – jako naukowca na Manhattanie, w domu pełnym książek i kulturalnych gości. Jednak spokój odnalazła u siebie, w Teksasie, na swojej ziemi. Zrozumiała, że udawanie kogoś, kim się nie jest czy też kształtowanie siebie, modelowanie bez szacunku do swojej przeszłości nie przynosi spokoju ani ukojenia.

Ukrywanie siebie wzmaga tylko lęk i paranoiczne myślenie, że „i tak się wyda”. Brené Brown nerwowo reagowała za każdym razem, gdy ktoś rozpoznał jej teksaski akcent, wstydziła się występowania na scenie z powodu swojego nieobycia. Jednak po latach zmagań z własnym dumnym ego doszła do wniosku, że przeszłość lepiej przygarnąć, przytulić do serca – jakakolwiek by nie była. Wtedy dopiero można budować jasną i szczerą przyszłość, w prawdzie i bez kompleksów.

Nie zaczęło się od ciebie. Jesteś częścią ogromnego, wielopokoleniowego łańcucha, wielkiej galaktyki powiązanych ze sobą gwiazd. Nie uciekniesz od tego, nie odetniesz przeszłości. Nie zaczynasz dorosłego życia z czystą kartą. Błędy Twoich dziadków nadal w Tobie tkwią, tak jak i ich siła, i słuszne życiowe wybory. Żyjąc w świadomości biografii przeszłych pokoleń, masz szansę na wyjaśnienie swoich lęków, kompleksów, irracjonalnych z pozoru zachowań. Ale również możesz czerpać siłę z siły przodków, mądrość z ich doświadczenia. I czuć się bezpiecznie, jako część większej całości, do której przynależysz. Więzy krwi wpływają na nas bardziej, niż przypuszczamy. Doceńmy je i czerpmy korzyści z wiedzy o nas samych, zamkniętej w szklanej kuli przeszłości.

 

21 thoughts on “Nie zaczęło się od ciebie

  1. Wielokrotnie słyszy się w rodzinie, że dzieci zawsze dziedziczą zachowania nie po rodzicach, a po dziadkach. Coś w tym jest, co sama ukazałaś w swoim bardzo interesującym wpisie, który zmusił mnie do krótkiej refleksji. Szkoda, że w niektórych przypadkach nie można się dowiedzieć zbyt dużo na temat swoich przodków. Moi rodzice nie pamiętają swoich dziadków i historie z nimi związane już dawno niestety przepadły.

    1. To prawda, często nie mamy szans, by zagłębić się w przeszłość. Warto to zrobić, dopóki żyją nasi dziadkowie, wykorzystać dane, które mamy, drążyć. Prawda o naszej rodzinie nie zawsze jest piękna, jednak paradoksalnie może przynieść ukojenie. Dziękuję za tak rzeczowy komentarz, cieszę się, że skłoniłam Cię do refleksji.

  2. jestem zaszokowana.
    Słyszałam już o takich „wytłumaczeniach” traum ale naukowe opracowanie?
    Muszę przeczytać, bo jak na razie to raczej między bajki bym to włożyła.

    1. Ja też nie wierzyłam w żadne ustawienia Hellingera, tym podobne banialuki – lecz to, co opisane w książce, znalazło odzwierciedlenie w moim życiu. I już musiałam uwierzyć, nie miałam wyjścia ;). Przeczytaj, Zaniczko, zachęcam. Naprawdę warto, nawet jeśli wydaje Ci się to mało wiarygodne.

  3. Czytam twój tekst i w zasadzie się zgadzam. Potem wspominam moich rodziców i mam wątpliwości. W zasadzie czuję się jak adoptowane dziecko, bo daleko mi do ich strachów

    1. To bardzo dobrze, że daleko Ci do strachów Twoich rodziców, Przemku. Cieszę się. Mam nadzieję, że z drugiej strony rodzice dostarczają Ci pozytywnych wzorców i inspiracji.

    1. Anno, książka napisana jest przez psychoterapeutę, specjalistę od leczenia traum. Ale oczywiście warto zasięgnąć opinii Twojej siostry, gdyż zapewne nie każdy psycholog podziela pogląd autora. Mnie on pasuje i coś w głowie układa 😊.

  4. Podzielam Twoją fascynację zarówno człowiekiem w ogóle, jak i kwestią dziedziczenia m.in. traum. Możemy faktycznie próbować ułożyć wiele aspektów swojego życia z poziomu naszych własnych doświadczeń, ale też wiele obszarów wymaga sięgnięcia nawet kilka, kilkanaście pokoleń wstecz. Fascynująca choć dość trudna droga, nas którą nie każdy jest gotowy. I może dobrze, coś przecież trzeba zostawić do przerobienia przyszłym pokoleniom 😉 Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *