Wielki konkurs

Opuszki palców miała pokłute igłą, mikroskopijne ranki piekły ją, ale nie czuła bólu. Nogi zdrętwiały od siedzenia w jednej pozycji, głowa bolała niemiłosiernie od braku powietrza. Siedziała zamknięta w swojej pracowni już od dobrych dziesięciu dni. Zawzięła się, uparła.

Musi wygrać. Czwarta nad ranem, za kilka godzin oddaje suknię na konkurs. A tymczasem rękawy jeszcze nie wszyte, dół sukni nadal jedynie przyfastrygowany, kołnierzyk jeszcze nie wykończony. Czasu coraz mniej, mroczki skaczą przed oczami. Tak bardzo boli głowa, chce się spać.

Nie wytrzymała, zasnęła, śniły jej się koszmary. Gdy się obudziła, stały się rzeczywistością. Minęła dziesiąta, jedna z dam dworu Wielkiego Księstwa zajechała karetą po odbiór sukni na konkurs. Brygida pobiegła do siostry, tłukła w drzwi ile tyko miała sił, strapiona, że Zuzanna nie otwiera. W końcu wpadła jak burza:

– Dawaj suknię, już czas! Och, Zuza, co się stało, wszystko masz jeszcze w proszku, kochana!

Zuzanna przetarła oczy, ziewnęła, rozejrzała się z przerażeniem dokoła:

– Nie zdążyłam, no nie, to niemożliwe… – wybuchła płaczem.

 

Brygida ją przytuliła i nie pisnęła słówkiem, że jej się udało. Że jej suknia właśnie pojechała na coroczny konkurs organizowany przez Księżnę Stefanię. W Wielkim Księstwie od zawsze hołubiono twórców. Cieszyli się ogromnym szacunkiem. Ojciec dziewcząt, krawiec Rodrigo, to żywa legenda. Obie córki odziedziczyły po nim wrażliwość, pracowitość, ambicję i poczucie piękna. Zacierały ręce na wieść o konkursie. Wspierały się wzajemnie, choć miały świadomość, że będą rywalkami. Obiecały sobie cieszyć się z sukcesu którejkolwiek z nich jednakowo. A po wszystkim wypić szampana ze złotymi opiłkami. A co, raz się żyje, żartowały.

Obie miały jednakowe szanse, gdy konkurs się rozpoczynał. Tak samo zdolne, jednakowo wykształcone pod okiem starego Rodrigo. Jednak wybrały nieco inną strategię. Brygida, żywe srebro, dziewczyna, której wszędzie pełno, wypełniała czas tysiącem zajęć. A to szła do wsi, pozbierać najnowsze plotki, przekomarzać się z karczmarką, popytać, co w trawie piszczy i gdzie najgłośniej. Lubiła chodzić na tańce, podpatrywać, jakie są najnowsze trendy w modzie wśród ludu. Zbierała kwiaty na łące, grywała na źdźbłach trawy. Napełniała głowę pomysłami i marzyła o niebieskich migdałach.

Wieczorami, szczęśliwa, pełnia dobrej energii, którą zbierała całymi dniami, siadała do wykrojów. Od niechcenia coś tam sobie rysowała, potem cięła, wyrzucała do kosza, znów rysowała, aż pewnego dnia zaświtała jej w głowie myśl, jak sprawić, by księżna była zachwycona. Od tamtej pory robota się jej w rękach paliła. Kanarek, który jej w klatce podśpiewywał, nie mógł zasnąć z ekscytacji, obserwował z radością swoją panią. A Brygida tak szyła, jak tańczyła – z uśmiechem, ze śpiewem, z dziką, niepohamowaną radością. Sukienka była gotowa w jedną noc.

Potem znów, zadowolona z efektu, chodziła od domu do domu, odwiedzając znajome. Wszystkie pytały, zdziwione, czy nie pracuje nad konkursowym dziełem, a gdy mówiła, że już skończone, kręciły głową z niedowierzaniem.

Gdy nadeszła godzina oddania prac, podała dwórce do karety suknię, zapakowaną starannie w papier, przewiązaną elegancko złotą wstążką. I poszła po suknię siostry, zaniepokojona, bo od kilku już dni Zuzanna nie wyściubiła nosa poza swoją pracownię. Posiłki donosił jej służący, ona często ledwo nadgryzła kromkę chleba. Domownicy odnosili się do tego z wyrozumiałością, tata-artysta przyzwyczaił ich do różnych dziwactw. Lecz w momencie gdy Brygida pukała do drzwi, była porządnie wystraszona.

Zuzanna, zapłakana, w ramionach siostry, opowiedziała jej całą historię. Jak to się stało, że nie zdążyła? Otóż postawiła sobie za cel: zachwycić. Wszystkich, niech im odbierze mowę. Niech ujrzą ich oczy coś, czego nigdy, przenigdy nie widziały. To nie będzie suknia, myślała, to będzie coś dużo, dużo więcej. To będzie Kosmos, Wszechświat, Wszechdzieło, Wszechdoskonałość. To będzie coś tak pięknego, że niejeden na ten widok zemdleje. Oto Ona, Zuzanna, stanie się sensacją, odkryciem roku, najcudowniej uzdolnioną istotą, jaką Ziemia nosiła. Będzie tysiąc razy lepsza od ojca i – przepraszam, Brygido – z milion razy lepsza od siostry.

– Tak sobie to wymyśliłam. Wpadłam na pomysł, że suknia będzie złożona z tysięcy haftowanych kwiatów, a każdy kwiat z tysięcy barw. I tak się w te hafty zagłębiłam, tak się na nich skoncentrowałam, że nie wystarczyło mi czasu na dokończenie projektu. A jeszcze zasnęłam na koniec, porażka, siostrzyczko, na całej linii.

Zuzanna, przygnębiona, łykała łzy. Siostra przygarnęła ją, wzięła pod ramię. Bardzo jej współczuła. Zaprowadziła do kuchni, gdzie służąca Gertruda już na nie czekała ze śniadaniem.

– Panienko Zuzanno, proszę skosztować jajecznicy, specjalnie dla panienki zrobiłam na maśle, bez skwarek. – Nałożyła dziewczynie solidną porcję na talerz.

Zuzanna zjadła łapczywie, zagryzła pajdą chleba. Ciężko jej było na sercu, ale śniadanie wyjątkowo jej smakowało.

Wieczorem poszli na uroczystą galę, Brygida, Zuzanna i ich dumny ojciec. Najpierw na wybiegu zaprezentowały się modelki w sukniach-kandydatkach do trofeum. Potem na scenę weszła Księżna i książęcy szambelan. Ogłosił werdykt.

– Za nowatorstwo, genialny w swej prostocie pomysł oraz niesamowity komfort, jaki daje noszenie niezwykle wygodnej i szykownej sukni nagrodę otrzymuje panna Brygida Naparstek.

Księżna klaskała, wszyscy wstali, gratulowali córce krawca. On ją podniósł do góry, ucałował oba policzki.

Siostry, jak sobie obiecały, tak uczyniły. Wypiły butelkę złotego szampana.

Zuzanna od tamtej pory wyszywa kwiaty na sukniach z dresu projektu Brygidy. Gdy narzeka, że coś nie wychodzi tak, jak sobie wymarzyła, siostra szepcze jej do ucha z uśmiechem: „Pamiętaj, zrobione lepsze od doskonałego”.

Wszystkie panie w Księstwie zrezygnowały z tiurniury, noszą  się prosto, lecz z fasonem. W pojemnych kieszeniach, umiejscowionych po bokach, na wysokości bioder,  mieszczą lusterka, puzderka, szminki i chusteczki. A nawet małe pieski.

24 thoughts on “Wielki konkurs

  1. To chyba nie jest moja literatura. Szczególnie, że jedyne co w życiu szyłem to jakieś kapcie na technikę i dostałem jeden, bo pani stwierdziła, że nie zrobiłem tego sam. I się zniechęciłem.

  2. Świetny, dający do myślenia tekst! Perfekcjonizm potrafi utrudnić człowiekowi życie. A czasami wystarczy troszkę odpuścić i zrobić coś na czas, ale niekoniecznie idealnie 🙂

    1. Zaniczko, osobiście nie wyobrażam sobie życia bez tworzenia. Szycie, gotowanie, komponowanie czy pisanie są niezwykle ważnym elementem codzienności, o który warto dbać.

    1. Dziękuję Julio, to prawda, uwielbiam pisać od zawsze, a im więcej piszę, tym bardziej to kocham. Każde ciepłe słowo od czytelnika dodaje mi skrzydeł 😊.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *