Domek na Górze

Obraz: Natalia Koperkiewicz

Chcecie bajki? Oto bajka.

Na szczycie góry majaczył maleńki domek. Z dołu widziała tylko jego zarys. Spoglądała w jego stronę latami, marzyła, by się tam znaleźć. Z niezrozumiałych dla siebie powodów wiedziała, że ten dom, to miejsce, należy do niej. Że jest jej przeznaczone. Latami jednak odkładała podróż na później. Gdy będzie mądrzejsza, piękniejsza, bardziej dorosła.

Pewnego dnia, podobnego do wielu poprzednich, nie wiedzieć czemu, postanowiła, z chwili na chwilę, wyruszyć w podróż. Zabrała ciężki plecak, prowiant, to, co potrzebne w pogodę i niepogodę, i  śmiało ruszyła naprzód.

Na początku szła raźno pod górę, lecz z czasem coraz bardziej doskwierał jej bagaż doświadczeń, które gromadziła przez lata. Wyrzucała więc po kolei swoje kompleksy, złe o sobie mniemanie, pozbyła się, nie bez trudu, nieśmiałości i lęku przed wyrażaniem siebie. Najtrudniej jej było pozbyć się ciężaru zbyt poważnego myślenia o sobie. Lecz gdy zaczęła się z siebie śmiać, jej śmiech unosił ją całą. Za każdym razem, gdy serdecznie się śmiała, lekkim krokiem wspinała się pod górę, by znajdować się coraz bliżej szczytu.

Drażnił ją chochlik, co siedział na lewym ramieniu, łaskotał, drapał, odzywał się nieproszony. Z czasem doprowadziła go do porządku, trzymając w ryzach, nie dając pożywki częściej, niż naprawdę było to konieczne. Rzadko dawała mu prawo głosu, szła dalej, a nicpoń ten, zwany wewnętrznym krytykiem, wiedział już, kiedy pora zamilknąć.

Kusiły fontanny tryskające szczęściem i pieniędzmi, aż się prosiło, by zboczyć ze szlaku. Już-już kilka razy była tego bliska, lecz w ostatniej chwili zdołała się powstrzymać.

Nareszcie weszła na sam szczyt, a tam stał niepozorny, drewniany dom. U progu przywitał ją On, przytulił i nakarmił. Wiedziała, że jest u siebie, poczuła się bardzo szczęśliwa.

Codziennie dziękowała Losowi, że udało jej się dobrnąć do kresu podróży. Z miłości jej i Jego narodził się syn. Cieszyliby się bardzo, gdyby nie to, że ktoś postanowił pokrzyżować ich plany długiego i szczęśliwego życia.

Dom znajdował się bardzo wysoko. Nie mieli do niego dostępu źli ludzie, jedynie życzliwi i zdeterminowani przyjaciele wstępowali, by nakarmić oczy i serca szczęściem, którym emanował dom i gospodarstwo. Jednak był jeden zazdrośnik, Księżyc, który nie mógł znieść widoku tak wielkiego szczęścia. Byli wszak prawie w niebie – to się nie godzi, jeszcze nie pora na raj.

Postanowił ukarać ich za niezasłużoną, nierozsądną, kłującą w oczy, przedwczesną idyllę. W dniu narodzin, które wywołał zbyt wcześnie, zabrał ich syna do siebie. Długo przetrzymywał chłopca o przezroczystej skórze, nie pomagały ni prośby, ni groźby. Zbudowali drabinę, na którą po kolei się wspinali ludzie dobrej woli, aby ubłagać okrutny Księżyc. Ona, Matka, i On, Ojciec, byli codziennie na górze, jednak bez skutku. Księżyc wydawał się niewzruszony.

Po trzech miesiącach, a dokładnie osiemdziesięciu dziewięciu dniach, coś się zmieniło. Chłopiec, zwany Zwycięzcą, był coraz silniejszy. Jego Opiekun nie wiedział, jak wielka może być wola życia w tak maleńkim chłopcu. Myślał, że zdoła go utulić, by zasnął wiecznym snem, jednak chłopiec co rusz wyrywał się z jego objęć. Z czasem jego płacz stał się tak dojmujący, że Księżyc coraz gorzej to znosił. Nie tego się spodziewał. Marzył o cichym i dobrym chłopcu, który spokojnie, bezgłośnie, będzie mu towarzyszył w kosmicznej samotności, a dziecko, które ukradł, było coraz bardziej żywe, radosne i krnąbrne. Nie chciał mieć z nim zatem nic wspólnego. Przy kolejnej wizycie wcisnął go matce z odrazą.

Radości nie było końca. Świętowali powrót syna, Zwycięzcy, przez wiele miesięcy. Tak bardzo byli szczęśliwi, że raz jeszcze, po latach, skusili los. Tym razem Ona zamknęła się w domu na cały czas, gdy była brzemienna. Prawie się udało, gdy Księżyc w ostatniej chwili zdołał przechwycić ich drugie dziecko. Dziewczynka, myślał, będzie grzeczniejsza.

Matka bardzo rozpaczała, krzyczała w Domku na Górze, wyrywała sobie włosy z głowy, żałowała, że dała sobie po raz kolejny odebrać dziecko. Po kilku zaledwie dniach Księżyc zwrócił jej córkę i postanowił dać spokój rodzinie. Z zadowoleniem skonstatował, że zdołał im odebrać choć trochę szczęścia, że nauczył ich życia. Teraz ich radosna egzystencja już tak bardzo nie drażniła jego samotnych oczu.

A oni trwali w Domu na Górze, z dumą obserwowali, jak rosną Zwycięzca i Pochodząca z Walecznego Rodu. Uczyli dzieci, że po burzy wychodzi słońce, że w deszczu da się tańczyć, a w rozpaczy nie tracić nadziei. Pocieszali, że jeśli kiedyś któregoś z nich zabraknie, będzie czekał na resztę bardzo blisko. Wszak ich dom i Niebo dzieli odległość kilku szczebli drabiny.

16 thoughts on “Domek na Górze

  1. Piękna, przejmująca opowieść z morałem.

    Wzruszyłam się mocno, bo sama wiem, jak to jest walczyć o swoje dziecko. Wiem też, jak bardzo boli innych cudze szczęście i jak wiele potrafi zniszczyć zwykła zawiść.

    Obyśmy wszyscy mieli wokół siebie tylko życzliwych 🙂

    1. Bardzo dziękuję za tak miły komentarz :). Takie słowa zawsze dodają mi skrzydeł. Cieszę się, że dostarczyłam Ci wzruszeń.

  2. Przepiękny tekst utrzymany w konwencji niemal baśniowej. Momentami czułam, jakbym czytała o sobie… ale tak naprawdę każdy z nas może odnaleźć w nim cząstkę siebie… bo życie to splot radości i smutku, słabości i determinacji, spokoju i burzy. Dziękuję za to doznanie 🙂 Pozdrawiam

    1. Cała przyjemność po mojej stronie :). Cieszę się, że tekst jest na tyle uniwersalny, że odnalazłaś w nim siebie. Dla mnie to ogromna radość i satysfakcja, pisać tak, by docierać do serca Czytelnika.

  3. Piękna, wzruszająca historia. Magiczna baśń, w której nie brakuje prawdziwego życia. Cieszę się, że dobrze się skończyła. A ten fragment , w którym Księżyc myśli o tym, że chce mieć ciche i dobre dziecko a dostało mu się żywe, radosne i krnąbrne to dam (razem z całym opowiadaniem) do przeczytania mojemu mężowi….bo to jakby jego słowa 🙂 Pozdrawiam 🙂

    1. Moniko, bo wszystko dobre, co się dobrze kończy 😊. A prawdziwego życia w tej bajce jest więcej niż się na pierwszy rzut oka wydaje ;).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *