Podaruj sobie ciszę

Pośpiech, rwetes, hałas, chęć dogonienia wczorajszego dnia, załatwianie, działanie, wykonywanie, robienie… W wirze codziennych czynności tak trudno zatrzymać się choć na chwilę, przysiąść, usłyszeć własne myśli. Z utęsknieniem więc czekasz na chwilę wytchnienia, na wolne, całe siedem, czternaście, dwadzieścia jeden dni urlopu.

I co? I nic, porażka, fiasko. Niepokój pozostaje w tobie. Myśli krzyczą o uwagę. Bo czegoś nie dopiąłeś, bo po urlopie czekają na ciebie stosy maili, spraw odłożonych na czas, gdy będziesz wypoczęty, gdy nareszcie uda ci się skoordynować chaotyczny świat i dopiąć to, co niedopięte.

De facto zatem nie wypoczywasz. Hałas w głowie czasem bywa bardziej dojmujący niż ten na zewnątrz. Powoduje bezsenność, niepokój, frustrację. Znak naszych czasów – przeładowanie sprawami. Do tego media, natłok informacji, za którymi usiłujesz nadążyć, za każdym razem ponosząc porażkę.

Znasz to? Ja znam, aż za dobrze. Na ratunek zaaplikowałam sobie bardzo smaczne lekarstwo. Książka Erlinga Kagge pokazała mi świat, do którego usiłuję dążyć, potwierdziła moje intuicyjne przeświadczenie, że najważniejsza jest cisza, którą darujesz sobie samemu, ta, którą kreujesz w sobie. Dostępna za darmo, choć obecnie jest luksusem. Niby na wyciągnięcie ręki, lecz wymagająca nie lada wysiłku. Warto jednak zainwestować choć część swoich starań w jej pozyskanie. Dzięki niej masz szansę wypocząć tu i teraz, uciekać w krainę spokojnych myśli nawet wtedy, gdy rzeczywistość wokół nie sprzyja relaksowi.

W przerwie na obiad, w korku ulicznym, na spacerze, patrząc na zieleń za oknem, obserwując śpiące dziecko – tak wiele mamy okazji na relaks, które zbyt często zaprzepaszczamy. W korku obgryzamy z nerwów paznokcie, na placu zabaw obmyślamy listę zakupów, przeglądamy facebooka w ostatniej chwili przed zaśnięciem. Mamy dziwny zwyczaj codziennego oglądania wiadomości, choć już dawno stwierdziliśmy, że telewizja kłamie. Bezmyślnie przełączamy kanały, gdy mózg jest już tak wyczerpany, że nie stać go na przetwarzanie informacji. Wszystko to w ramach głupiego nawyku i lęku przed brakiem zajęcia.

Tymczasem mózg na detoksie całkiem  nieźle sobie radzi. Najpierw może dziwnie i głupio nie myśleć o niczym, lecz bardzo szybko zalewa nas fala spokoju. I raptem okazuje się, że mniej znaczy więcej. Emilia Kędziorek w tym artykule dokładnie opisała, jak ważna i cenna jest umiejętność uważnego przeżywania życia.

Mniej bodźców oznacza bardziej głębokie ich przeżywanie. Jeden dobry film obejrzany uważnie, bez dekoncentrowania się przez to, co hula w naszej głowie, daje więcej satysfakcji i skłania do przemyśleń bardziej niż kilka takich, na które jedynie zerkamy znad laptopa czy ekranu smartfona. Jeden krótki urlop bywa bardziej wartościowy, gdy jesteśmy offline niż kilka takich, które bierzemy pod warunkiem, że będziemy gotowi w każdej chwili odebrać służbowy telefon i przeglądać pocztę w Outlooku.

Krok po kroku kreuję ciszę w sobie, eliminuję bodźce, które mi nie służą. Z powodzi spraw nie cierpiących zwłoki wyławiam te, które są realnie ważne, a nie te, które krzyczą bezpodstawnie o moją uwagę. Przestałam czytać wiadomości w internecie, bo te najważniejsze zawsze do mnie docierają skądinąd. Oddzielam mozolnie ziarno od plew, inwestuję swój cenny czas w to, co uznaję za słuszne. Ja, nie spece od marketingu, nie Mark Zuckerberg czy inny mistrz perswazji. Szczęśliwie jestem z tych, co wolą chadzać własnymi ścieżkami. Mało uczęszczane szlaki są znacznie ciekawsze, w tłumie trudniej o mówienie własnym głosem oraz o usłyszenie siebie i swoich pragnień.

Nieodzownym elementem moich poszukiwań ciszy jest kontakt z naturą. W świetle gwiazd znacznie łatwiej ją odnaleźć niż w świetle lamp, a brzęczenie świerszcza przywołuje ją bardziej efektywnie niż grające w tle radio. „W ciszy nawet kamień rośnie”, jak śpiewała Kora Jackowska. Równie ważne jak kontakt z naturą jest dbanie o dobre, pozytywne relacje, z dobrymi, nieprzypadkowymi ludźmi. Takimi, przy których nie głupio się zamyślić, zawiesić, przy których przyjemnie patrzeć na spadające gwiazdy. Przez chwilę nie musieć błyszczeć intelektem i zadbaną aparycją, być sobą tak prawdziwym, jak to tylko możliwe w obecności drugiego człowieka.

Zachęcam Cię do poszukania swojej prywatnej, wyjątkowej ciszy. Jest tam gdzieś, przycupnęła przytłoczona. Odkurz ją, daj nowe życie. Odwdzięczy się po stokroć i zalśni nowym blaskiem. Tylko daj jej szansę.

29 thoughts on “Podaruj sobie ciszę

  1. Ależ pięknie zachęciłaś do tej książki, z pewnością po nią sięgnę. To prawda, że ciągle gdzieś biegniemy, że nie potrafimy odpoczywać, ale powinniśmy się tego nauczyć. A na czekanie w kolejkach i przystankach zawsze i wszędzie polecam czytanie – pozwala nam się wyciszyć i koi nerwy i negatywne emocje związane np z opóźnionym środkiem transportu czy długą kolejką. Czytasz i jesteś w innym świecie 😉
    /Pozdrawiam,
    Szufladopółka

    1. Oj tak, oj tak :). Czytanie samo w sobie wymaga skupienia i wyciszenia. Gdy leżałam w szpitalu, w bardzo trudny czas, książki uratowały moją psychikę. Do dziś, gdy patrzę na okładkę „Boga rzeczy małych”, wspominam z wdzięcznością kojące działanie tej powieści.

    1. Rozumiem, Ewelino. Jeśli nie czujesz się wypoczęta z powodów wymienionych w tekście, zachęcam do aktywnej nauki wypoczywania :). I do przeczytania książki Kaggego, ma się rozumieć :).

  2. Choć nie czytam to świetna zachęta to przeczytania tej książki. 🙂 Pięknie napisane. Ja mam swoje małe miejsce na ziemi gdzie jedynie tą swoją „ciszę” mogę uzyskać. Wybieram się tam, kiedy jej potrzebuję.

  3. 16 sierpnia zaczynam urlop. Z daleka od rozpraszaczy, zadań i wiecznie goniących terminów. Mam nadzieję, że odnajdę ciszę i porozmawiam sama ze sobą. A po książkę sięgnę.
    Świetny tekst.

  4. Pięknie to napisałaś. Cisza to dziś towar deficytowy. Właśnie przez zbyt dużą ilość bodźców. Byłam kiedyś na rekolekcjach w ciszy. Medytowałam. To było niesamowite doznanie. Wróciłam jak nowonarodzona. Miałam więcej miłości dla siebie i innych, więcej cierpliwości i uważności. To dla wierzących. Niewierzący też mówią, iż medytacja im pomaga.

    1. Marzy mi się taki pobyt, gdy w zupełnym milczeniu będę mogła rozmawiać sama ze sobą, być może również z Bogiem, choć moja z Nim relacja nie należy do łatwych. Dziękuję, że wspomniałaś o tych rekolekcjach Kasiu.

  5. Piękne są Twoje słowa – zwłaszcza zakończenie <3 Ostatnio moje myśli często oscylowały dookoła tego tematu. Rzeczywiście, mnóstwo prostych sytuacji ma potencjał by stać się naszymi chwilami odpoczynku. Mam wrażenie, że wcale nie męczymy się życiem, tylko "nie-życiem". Gdybyśmy byli ciągle naprawdę tu i teraz, nie było by czegoś takiego jak zmęczenie, zamęt czy niepokój.

    1. Natalia, chyba większości z nas tego bardzo brakuje ostatnimi czasy… zachęcam do przeczytania „Ciszy”, obcowanie z tym dziełem samo w sobie uspokaja i wycisza :).

    1. Gratuluję! Ja też się staram, nie zawsze wychodzi – ale świadomość, że warto zwolnić to już dużo :). Zresztą, po kilku detoksach widzę, że nic złego się ze światem wirtualnym i medialnym nie dzieje podczas mojej nieobecności, nie muszę go non stop pilnować ;).

    1. Dziękuję i polecam tę książkę serdecznie – dużo czasu nie stracisz, jeśli Ci się nie spodoba, czyta się szybko te kilkadziesiąt stroniczek :).

    1. Dziękuję :). U mnie na blogu nie ma tradycyjnych recenzji, bo nie potrafię się powstrzymać od dzielenia się refleksjami, jakie mi się nasuwają po przeczytaniu danej książki.

  6. Książka zapowiada się super! Ja niby jestem bardzo aktywną osobą i lubię jak dużo się dzieje, ale zawsze muszę pobyć chwilę sama w ciszy i spokoju. Uwielbiam to 😉

  7. Zgadzam się z Twoimi przemyśleniami. Sama ciągle walczę z moim fomo i całkiem nieźle mi to idzie 🙂 A jeśli chodzi o ludzi – Chyba po prostu trzeba przestać przejmować się tym, ze jest się nieidealnym i ze ludzie to dostrzegą. W gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy nieidealni 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *