„Kosowo” – niedorośli trzydziestoletni

Czas płynie u mnie szybko jak rwąca rzeka – książkę Edyty Niewińskiej chciałam zrecenzować dawno temu, lecz w powodzi codzienności umknęło mi to narzucone sobie zadanie. Myślałam co jakiś czas o tej powieści, a w głowie zrodziły się wnioski daleko wykraczające poza ramy recenzji. Zatem do rzeczy, czyli ad rem, jak się kiedyś podobno mawiało ;).

Jestem z pokolenia ludzi, których dojrzewanie przypadało na szczególny w Polsce okres transformacji. Tak, pamiętam kartki na podstawowe produkty spożywcze, Dziennik Telewizyjny i Teleranek. Lalki z Pewexu za grube dolary, gumy Turbo i zestaw zegarek, kalkulator, długopis na Pierwszą Komunię.

Czasy te były dziwne, chaotyczne, niespokojne. Nasi rodzice nie bardzo wiedzieli, jak się w nich odnaleźć. Galopująca inflacja, niepewność jutra, upadające i wzrastające fortuny – to wszystko miało z pewnością wpływ na wychowanie nas, wtedy kilkulatków i nastoletnich buntowników.

Myślę, że to, co wówczas przeżyliśmy – w wieku, w którym zwykle kształtują się postawy, charakter zdobywa pierwsze szlify – miało niebagatelny wpływ na to, jakimi jesteśmy dorosłymi. Napisano już wiele stron na temat nieobecnych ojców, synów, którzy nie mieli właściwego wzorca, a którzy teraz pragną  być blisko swoich dzieci. Kobiety również cenią sobie wychowywanie dzieci w duchu bliskości i zrozumienia, popularność stron parentingowych i różnej maści poradników staje się wręcz legendarna.

Z drugiej strony, coraz więcej jest osób z mojego pokolenia, które właśnie bliskości obawiają się najbardziej. I o tym między innymi traktuje „Kosowo”, intrygująca powieść Niewińskiej. Autorka obnaża duszę bohaterki, pokazuje jej cynizm, jej egoizm, wyrachowanie – wszystko wynikające z lęku przed odrzuceniem. Nieraz zapewne doświadczała go w dzieciństwie, a jej emocje nabrały takiej intensywności, że cierpi wręcz fizyczne męki, gdy wszystko w jej życiu zmierza ku stabilnej relacji. Próbuje uciekać, eksperymentuje z własną seksualnością, ramiona kobiety mają ją chronić przed męskimi, po to tylko, by mogła je zaraz odrzucić.

Główna bohaterka kojarzy mi się z wieloma osobami z mojego otoczenia. W pracy zdolna i rzutka, kreatywna, responsywna, e-maile wysypuje jak z rękawa, ironiczna, elastyczna i mobilna – taka jest często współczesna trzydziestoletnia. Uczuciowo – zagubiona niczym czterolatka, która nie wierzy, że zasługuje na główną nagrodę w konkursie recytatorskim. Nie wierzy w miłość, przyjaźnie trwają do pierwszej poważnej różnicy zdań. Wie, jak zabukować bilet na drugi koniec świata, lecz jest tak nieśmiała i wycofana, że ma problemy z reklamacją na lokalnej poczcie.

Tak bardzo oddaliliśmy się od zwykłego życia do tego za ekranem komputera, że często stajemy się bezradni wobec zwyczajności. Setki serduszek przesyłamy na fejsie, a nie potrafimy powiedzieć: przepraszam, że cię zawiodłem. Pokazujemy w sieci zdjęcia z własnymi dziećmi, które po rozstaniu z żoną widujemy dwa razy w miesiącu.

Pokończyliśmy dobre szkoły, kolekcjonujemy studia, dyplomy. W obliczu wyzwań, jakimi są wzięcie ślubu, narodziny potomka, zakończenie długoletniego związku, budowa domu jesteśmy zagubieni niczym małe rybki złapane, nomen omen, w sieć. Rozdźwięk między sferą intelektualną a emocjonalną jest, mam wrażenie, coraz większy z każdym następnym rocznikiem. Dotyczy to oczywiście części społeczeństwa – tych wykształconych, dobrze sytuowanych, którzy potrafią zaspokoić każdą swoją potrzebę i zachciankę, oprócz głodu miłości. O takich właśnie ludziach pisze Edyta Niewińska, a smutny obraz, jaki wyłania się z jej powieści, nie pozostawia złudzeń.

Współczesność niestety sprzyja zachowaniom, mającym na celu spełniać nasze zachcianki. Służenie niedojrzałym trzydziestoletnim jest niezwykle atrakcyjne z rynkowego punktu widzenia. Jeszcze się nie wybawiliśmy, bo w czasie studiów pilnie kuliśmy do sesji, jeszcze się nie napodróżowaliśmy, nie nałapaliśmy wrażeń. Zresztą, nawet jeśli biegaliśmy z imprezy na imprezę, co stoi na przeszkodzie, by to kontynuować – w lepszym stylu, za większe pieniądze? Biegamy, zbieramy doświadczenia, po to by na co dzień funkcjonować w kokonach naszych małych światów, za szybami komputerów, na spersonalizowanych wirtualnych planetach.

 

Po co zatem się przejmować, bić na alarm, narzekać? Skoro wszyscy są szczęśliwi w zamkniętych bańkach mydlanej rzeczywistości? Przeczytajcie Kosowo, sprawdźcie, do jakich ekstremów prowadzi emocjonalna niedojrzałość. Na wszystko przychodzi pora i nie warto zastygać w stadium poczwarki, gdy można wyrosnąć na pięknego motyla.

 

 

8 thoughts on “„Kosowo” – niedorośli trzydziestoletni

  1. Po tytule spodziewałam się, że książka będzie traktowała o czym innym, ale muszę przyznać, że Twoje przemyślenia z lektury mocno mnie zaintrygowały. Podobnie jak Twoje – niezwykle trafne – spostrzeżenia na temat naszej przeszłości oraz życia współczesnych trzydziestolatków. Bardzo w punkt!

    1. Mnie tytuł też zmylił, oczywiście :). Spodziewałam się literatury wojennej, tymczasem jedyne boje to te, które bohaterka toczy sama ze sobą. Dziękuję za słowa uznania. Pozdrawiam ciepło.

  2. Z recenzji widzę, że to niebanalna książka.
    Mój wiek i moja generacja, więc skusze się i poznam czy tak bardzo wnętrze 30 latków różni się od miejska w którym mieszkają:)

        1. To prawda. Szczególnie w czasach tak szybkich i głębokich przemian społeczno-politycznych. Każde pokolenie jest przez nie inaczej kształtowane. Ale o tym można napisać osobną powieść ;).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *