Koń by się uśmiał – rzecz o przysłowiach

Od jakiegoś czasu zauważam, że powtarzamy pewne przysłowia, zdania-wytrychy, zupełnie nie zastanawiając się nad ich znaczeniem. O niedorzeczności zdania, że „co nie zabije, to wzmocni” pisałam wspominając o swoich życiowych zakrętach tutaj.

Lecz przyglądając się bliżej zdecydowanej większości powiedzonek, przysłów, cytatów ze zdumieniem stwierdzam, że są one albo dalekie od prawdy, albo przestarzałe, albo naciągane. A my klepiemy je, jak nie przymierzając pacierz, bez zastanowienia. Często też osłabiamy się słowami, deprecjonujemy, odbieramy sobie wolę walki z przeciwnościami losu.

Wezmę tutaj pod lupę zaledwie kilka przysłów. Jestem jednak pewna, że sami też będziecie mieli co nieco do dodania, gdy tylko przypomnicie sobie Wasze niedawne rozmowy z bliskimi.

Kolejność nieprzypadkowa – stopniuję szkodliwość społeczną danego przysłowia, oczywiście ocena ta jest bardzo subiektywna

Zły to ptak, co własne gniazdo kala. Nie dziwicie się chyba, że to właśnie przysłowie poszło na pierwszy ogień, szczególnie w kontekście ostatnich dyskusji o przemocy w rodzinie, o Niebieskiej Linii, o tym, jak długo kobiety zwlekają, by ujawnić piekło, jakie przeżywają we własnych domach, z ręki własnych mężów. Ilu tragedii udałoby się uniknąć, gdybyśmy zrozumieli, jak ważna jest szybka reakcja na wszystko, co złe dzieje się w naszych domach, co spotyka nas w rodzinnym gronie. Ile dzieci mogłoby mieć lepszy start, gdybyśmy nauczyli je, że fałszywie pojmowana lojalność wobec rodziców wyrządza im krzywdę; że sąsiedzi, nauczyciele powinni wiedzieć o nadużywaniu alkoholu, jakie ma miejsce tam, gdzie mają się z zasady czuć najbezpieczniej. Ubolewam nad tym, że kolejne pokolenia mają wpajane tę szkodliwą zasadę. Gniazdo rodzinne oparte na solidnej podstawie miłości i poczucia bezpieczeństwa nie ucierpi na tym, gdy pisklę co nieco o nim opowie. To zaś oparte na przemocy wobec słabszych, na nadużywaniu niewinnych rzeczywiście może stracić na wizerunku, gdy już wypłyną na wierzch brudy – i dobrze, bo być może uda się przerwać zaklęty krąg milczenia i przemocy, uda się uratować jednostkę, by mogła stworzyć sobie lepszy dom.

 

Cel uświęca środki – maksyma ta przypisywana jest Machiavellemu, nieraz słyszałam to zdanie w ustach dumnych ludzi sukcesu. Tu zakombinowali (a kombinowanie to typowo polskie wyrażenie), tam oszukali, tu nie dopłacili, tamtego zwolnili i proszę – grzeją się w blasku fleszy i małomiasteczkowej chwały. Cel nigdy nie uświęca środków, nie ma mowy. Gdyby tak było, dlaczego z kolei patrzymy krytycznie na tych, co „po trupach do celu”? Dlaczego negatywnie oceniamy osoby, które „przez łóżko” pną się po szczeblach drabiny zawodowej? Podejrzewam, że to właśnie powiedzenie jest przez nas najbardziej bezkrytycznie powtarzane, powielane w rozmaitych kontekstach, jednak, gdy się nad nim zastanowić, z pewnością większość z nas odrzuciłoby je. Tylko prawdziwy cynik może się pod nim podpisać, a takich jest, na szczęście, mniejszość.

Co z oczu, to z serca – ach, marzenie tak wielu nieszczęśliwie zakochanych. Znałam kiedyś mężczyznę, który siedem bitych lat wzdychał do dziewczyny. Nie widział jej przez ten czas, kontaktował się sporadycznie. Wcześniej byli parą kilka miesięcy. Serce nie chciało przyjąć do wiadomości, że powinno przestać kochać. Niestety, szczególnie teraz, gdy kontakt osobisty nie jest jedyną formą spotkania, nie tak łatwo zapomnieć o kimś, kto zapisał w naszej pamięci te najpiękniejsze miłosne historie.

Czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał – bzdura najbzdursza, jakby powiedziała pewna bliska mi kobieta. Nie zgadzam się i czuję ogromną ulgę, wiedząc, że to powiedzenie jest bardzo dalekie od prawdy. Wszak nastały wspaniałe czasy, w których mamy możliwość uczyć się całe życie. Do końca mamy czas na pogłębianie naszej wiedzy, na nabywanie nowych umiejętności. Znam osobiście poliglotę, który niedawno nauczył się chińskiego, a już dawno nie jest Jasiem. Wiem, że wiele osób zmienia zupełnie swoją karierę, uprzednio zdobywając nowy zawód, po czterdziestce i po pięćdziesiątce. Jednego prawie na pewno nie nauczy się Jan, jeśli Jaś tego nie umie –  kochać i być kochanym. A to, niestety, najważniejsza umiejętność.

Darowanemu koniowi w zęby się nie patrzy – ech, ile przez to człowiek się namartwił i nagłowił, przechowując niechciane prezenty, bo przecież prezentów się nie oddaje. Ile bohomazów, otrzymanych w dniu wesela od teściów, szczęśliwi małżonkowie pospiesznie i w panice wyjmują i umieszczają na ścianie na wieść o rychłej wizycie. Tak bardzo do mnie przemawia to, co pisze Marie Kondo w Magii sprzątania: zostaw to, co daje ci radość, reszty bez sentymentów się pozbywaj. I już, proste. To samo dotyczy niby intratnych propozycji zawodowych. Wiesz, takich, co spadają z nieba. Niby nie za wiele zrobisz, niby się nie namęczysz, ale… tracisz weekend, który był przeznaczony na odpoczynek. Myślisz sobie, darowanemu koniowi… ale z drugiej strony, gdy propozycja nie odpowiada Twojej ścieżce rozwoju, jest pracochłonna i zajmuje dużo czasu, lepiej jednak zajrzeć w zęby i je uważnie policzyć.

 

PS Niedawno ktoś mu uświadomił, że nie mówimy np. przysłowiowy korek na drodze czy przysłowiowe Polaków grillowanie, gdyż, jako żywo, nie ma przysłów z grillem ani tym bardziej z korkiem w roli głównej. Wiedzieliście o tym? Macie w zanadrzu inne powiedzenia, które uważacie za głupie, archaiczne, nieprawdziwe? Wpisujcie w komentarzach, pośmiejmy się, podyskutujmy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *