Zielony balonik

Autorka obrazu: Marysia Noga

Usłyszała dzwonek, otworzyła drzwi, lecz znalazła tylko kartonowe pudełko. Obejrzała je dokładnie z każdej strony. Oprócz jej nazwiska i naklejek z napisem: „Ostrożnie” nie dostrzegła niczego. Nie było adresu nadawcy ani nazwy firmy. Usiłowała sobie przypomnieć, czy ostatnio czegoś nie zamawiała, ale, jako że od dłuższego czasu stać ją było tylko na artykuły pierwszej potrzeby, szybko wykluczyła tę możliwość. Potrząsnęła paczuszką, co niewiele jej wyjaśniło. Z pewnym wahaniem zdecydowała się ją otworzyć.

W środku znalazła list, skrawki tektury chroniące zawartość i gumowy balonik wypełniony płynem, jako żywo przypominający silikonowe implanty do biustu, które znała z telewizyjnych programów o kobiecych metamorfozach. Różnił się od nich jedynie kolorem, był soczyście zielony.

Niespecjalnie ucieszona, ani też oświecona takim zestawem przedmiotów, natychmiast przystąpiła do czytania listu, ganiąc w myślach dowcipnisia, który przesłał jej tak kuriozalny prezent. Szybko rozpostarła białą zadrukowaną kartkę i przeczytała, co następuje:

 

Droga Wybranko!

Dostarczyliśmy Ci bardzo cenny drobiazg. To prototyp naszego najnowszego wynalazku, którego robocza nazwa to: My-Soul-Is-My-Castle. Naszym zamysłem jest wskazać nabywcy  błędy i wypaczenia, jakie zdarza mu się popełniać wobec niego samego, pokazać, jak często traktuje siebie z brutalnością i bez krzty szacunku. Zapewne wydaje Ci się to cokolwiek dziwne i wciąż tajemnicze. Cały koncept polega na tym, byś nie znała do końca reguł gry. Nadmieniamy, że ten niewielki gadżet ma na celu wyobrażać Twoją duszę, lub, jeśli wolisz – psychikę. Cokolwiek uczynisz niewidzialnej części siebie, tej delikatnej  i podatnej na ból materii, to samo spotka ten mały zielony przedmiot.

Z wyrazami szacunku

~ Czyń Dobro Company

 

Złożyła powoli kartkę i wyciągnęła ostrożnie mały zielony balonik. Uśmiechnęła się do siebie, zaczęła go głaskać, pieścić palcami, ostrożnie położyła na stole. Wszak to jej własna dusza, więc na wszelki wypadek obchodziła się z balonikiem bardzo delikatnie. Usiadła na krześle, zmrużyła oczy, z uśmiechem przyglądała się małemu przedmiotowi, trzęsącemu się jak galaretka agrestowa. Było jej dobrze i miło, czuła się zaintrygowana tym, że właśnie ją wybrano do testowania tak ciekawego wynalazku. Z niecierpliwością oczekiwała przyszłych wydarzeń.

Akurat tego wieczoru była umówiona na randkę z nowym chłopakiem, mężczyzną jak ze snów, przystojnym, szarmanckim, eleganckim i wykształconym. Powitał ją wielkim bukietem róż, a ona kończyła smażyć jego ulubioną paellę. Padła mu w objęcia, nie mogąc się oprzeć jego urokowi. Działał a nią jak benzyna dolana do ognia, rozpalał ją każdym spojrzeniem. Dla niego nosiła soczewki, bo wolał błękitnookie, dla niego wydawała majątek na fryzjera, bo lubił blondynki. Dla niego czerwona sukienka i szpilki, dla niego nieszczęsna paella, choć nie cierpiała owoców morza, a nawet mogła mieć na nie alergię.

Całując się, rozbierali pospiesznie, wirowali w kierunku sypialni, gdzie pozbyli się resztek ubrań. Już-już mieli paść razem na łóżko, gdy poczuli smród przypalanych krewetek, a korytarz wypełnił się dymem. Odskoczyli od siebie jak oparzeni, Zaczęła gasić płomień wodą, co tylko pogorszyło sytuację. Z braku lepszych pomysłów chwyciła jego marynarkę od Bossa, leżącą na podłodze,  i ugasiła nią ogień.

Kuchnia wyglądała jak po końcu świata. Ona niewiele lepiej. On zaś – czerwony z wściekłości, wycedził: „Lepiej już pójdę” i trzasnął drzwiami, zakładając po drodze koszulę i zgarniając resztki marynarki.

Szlochała i usiłowała doprowadzić kuchnię do porządku Pomiędzy spalonym ryżem, ośmiorniczkami, krewetkami i zielonym groszkiem dostrzegła zwęglony balonik. Pomyślała, racja, spalam się dla niego, i po jaką cholerę.

Postanowiła być mądrzejsza. Żadnych facetów. Koniec z tym. Samemu też dobrze, a nawet lepiej. Nareszcie miała czas na przyjaciółki, nie wydawała pieniędzy na ciuchy, wojaże, makijaże, koronki, lakiery i drogie sery. Spała w piżamie, nogi goliła od wielkiego dzwonu i nosiła bawełnianą bieliznę. Objadała się fast foodem,  rzuciła gdzieś w kąt książki od angielskiego, postanowiła odpuścić wszelkie czynności wymagające od niej wysiłku. Sądziła, że jest tego warta, że na to właśnie zasługuje. Wieczór z „Grą o tron” i litrem lodów waniliowych był teraz idealnym zakończeniem dnia.

 

Lecz pewnej soboty, która miała wyglądać tak jak cztery poprzednie, wtykając głowę do zamrażarki w poszukiwaniu ostatniego pudełka „Milki Straciatella”, wyłowiła zapomniany gadżet. Oczywiście zmarznięty na kamień. Zaczęła płakać, a płaczu nie było końca. Głaskała, zraszała balonik ciepłymi łzami, aż począł się topić i zmienił w mokrą i ciepłą galaretowatą masę. Ostrożnie odłożyła ją na nocny stolik i postanowiła być dla niej czuła i dobra.

 

Analogicznie, stawała się taka dla siebie. Zaczęła dbać o siebie jak o najlepszą przyjaciółkę, ubierać się ładnie niezależnie od tego, czy ktoś ją będzie oglądał w samej bieliźnie.  Skończyła ze śmieciowym jedzeniem, zapisała się na kurs salsy, by w przyjemny sposób nabrać kondycji.  Środowe wieczory spędzała na  warsztatach z filmoznawstwa, bo choć zawsze o nich marzyła, nigdy wcześniej jakoś nie znalazła na nie czasu.Przy okazji szlifowała umiejętności językowe, by porozumieć się z kubańskim instruktorem i zacząć w końcu oglądać filmy w oryginale.

Czule żegnała balonik słowami „Dobrej nocy”, cieszyła się, że wygląda coraz jędrniej i piękniej. Pewnego ranka spostrzegła ze zdumieniem, że zapuścił korzenie i wypuszcza delikatne pędy. Tydzień później zakwitł kolorowymi kwiatami. Tego samego dnia otrzymała maila:

Gratulujemy! Eksperyment uważamy za udany. Jako testerka może Pani zatrzymać produkt. Proszę o niego dbać.

CDC

 

Uśmiechnęła się. Odłożyła laptopa, spojrzała na zieloną łąkę, która wyrosła w jej sypialni, z rozkoszą wchłonęła jej zapach. Postanowiła już zawsze systematycznie pielęgnować swój prywatny Ogród, swoje królestwo.

26 thoughts on “Zielony balonik

    1. Dziękuję :). Kim był nadawca – była to firma testująca nowy produkt ;). A tak naprawdę odpowiedź pozostawiam Czytelnikom. Facet – wielka, lecz przelotna (nomen omen 😉 ) miłość. Tak bywa niestety.

    1. Właśnie tak, doceniać siebie, pielęgnować, dostrzec to, co w nas najprawdziwsze i autentyczne. Szanować siebie i kochać – od tego zaczyna się miłość do innych.

        1. Warto walczyć o marzenia – nawet najbardziej zuchwałe i fantastyczne. Pokonując kolejne przeszkody stajemy się silniejsi, a nawet jeśli cel jest odległy, sama droga do spełniania marzeń jest przyjemna. A balonik rozkwita pięknymi kwiatami :D.

  1. Bardzo fajne podejście. Często zapominamy o byciu dobrymi dla samych siebie. Chcemy spełniać cudze oczekiwania. Robimy rzeczy, których nie lubimy dla ludzi, którzy nas nie uszczęśliwiają. Albo budujemy wokół siebie mur i nie pozwalamy się nikomu zbliżyć, zamarzamy.
    Piękna metafora, bardzo przyjmie czytało się tą historię. Wielu z nam przydałby się taki balonik.

    1. Właśnie, a szkoda, bo trudno wtedy o szacunek innych. Gdy chcemy, by ludzie nas kochali i szanowali, najpierw dajmy sobie samym miłość i szacunek.

  2. Życzę szcześliwej miłości :-)…i pełnej akceptacji takiego jakie jesteśmy. Ja jestem okularnicą i dobrze mi z tym 🙂 Bardzo przyjemnie czyta się Twoje teksty

  3. Niezłe story do sfilmowania jako krótki filmik uświadamiający lub do wykorzystania w reklamie, jak to było w przypadku dziadka, który uczył się angielskiego, by móc odwiedzić wnuczkę w Anglii. Powodzenia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *