Czym właściwie jest mindfulness?

Autorka obrazu: Marysia Noga

Tym razem goszczę u siebie Emilię Kędziorek, która jest nauczycielką mindfulness i najlepiej wyjaśni jego istotę. Emilia jest autorką bloga Stacja Teraz , miłośniczką tanga i członkinią Rady Fundacji Polski Instytut Mindfulness. Przeczytajcie tekst, który mierzy się z mitami na temat mindfulness i w przystępny sposób prezentuje to, co najważniejsze w tej metodzie.

Oddaję głos Ekspertce:

„O mindfulness robi się ostatnio coraz głośniej. Tym samym coraz łatwiej o nieporozumienia. Słyszę, że mindfulness to relaksacja. Lub medytacja. Albo to samo, co „slow life”. W każdym z tych nieporozumień tkwi ziarenko prawdy, ale… tylko ziarenko. Jednak nieporozumienia te wynikają również z tego, że wcale nie tak łatwo zdefiniować to pojęcie.

 

Spróbujmy jednak. Mindfulness – uważność – to pewna postawa wobec własnego życia. Jeśli życie wyobrazimy sobie jako rwący strumień, to mindfulness jest umiejętnością zanurzenia się w jego nurcie w taki sposób, żeby nie pozwolić się ani porwać, ani zatopić. Wielu z nas tego pragnie. Ale nie wie, jak to zrobić. Odkrywamy to stopniowo, zwiększając swoją uważność.

 

Wiele czynności w swoim życiu wykonujemy na „automatycznym pilocie”. Czyli ani nie myślimy, ani nie zwracamy szczególnej uwagi na mycie zębów, jedzenie, zmywanie, prowadzenie samochodu czy powrót do domu autobusem. W ten sposób ustawiamy się na brzegu strumienia życia i pozwalamy, aby przepływało nam przez palce. „Znaczy się co? – Zapytasz – Chcesz, żebym świadomie mył zęby?! Szkoda mi na to czasu! Mogę wtedy zaplanować cały dzień punkt po punkcie!” Ten brak czasu to nasze przekleństwo. Ciągle coś ROBIMY i nie mamy czasu, żeby… BYĆ. Odpowiem ci zatem, że to jest OK. Myj sobie zęby planując dzień, bez świadomości kontaktu szczoteczki z zębami i dziąsłami, smaku pasty, odczucia wody płuczącej twoją jamę ustną… Tylko powiedz mi, że tak ZDECYDOWAŁEŚ, a nie, że to się stało samo, bez Twojego udziału. Bo jeśli tak, mam dla ciebie złą wiadomość: nie żyłeś przez te – powiedzmy – trzy minuty.

 

Bo widzisz, żyć można tylko TERAZ. Nie w przyszłości ani przeszłości. I mycie zębów to w tym kontekście mały pikuś. Jeśli jesz automatycznie, bez zwracania uwagi, co tobą kieruje, może się okazać, że jesz coś, co ci nie służy. Albo że jesz nie dlatego, że jesteś głodny, lecz z dziesiątek innych powodów. Świadomość w tej kwestii pozwala ci zachować zdrowie i rozpoznać pewne kompulsje…

 

Ale idźmy dalej: automatyzmy mogą się pojawić w rozmowach z partnerem lub dziećmi, a to jest śmierć dla relacji. Czy to cię nie przekonuje do świadomego zaangażowania we własne życie?…  Czemu to mówię? Dlaczego tak reaguję? Co zakładam (i skąd wiem, że słusznie)? O co mi w ogóle chodzi?!

 

Czym zatem są te fale, które nas mogą porwać w strumieniu życia? To przede wszystkim nasze myśli i emocje. Myśli – takie jak przekonania i założenia („On mnie na pewno nie kocha, skoro tak się zachowuje!”, „Ona mi robi na złość!”), emocje – często wywoływane przez takie właśnie myśli, których nie podważamy, bo przyjęliśmy je za fakty, a nie za produkt naszego umysłu… Czy naprawdę chcesz się pozwolisz tak miotać? I tak cierpieć na własne życzenie?…

 

I tu dochodzimy do mitu, który mówi, że mindfulness to to samo, co „slow life”. Im bardziej zwolnisz, tym łatwiej ci zauważyć, co się naprawdę w twoim życiu dzieje. Tym łatwiej ci znaleźć moment, w którym zapytasz: „Co się właściwie dzieje/stało?”, „Co on powiedział, a co ja usłyszałam?”, „Na jaki pradawny odcisk ona mi nadepnęła?…” Daj sobie szansę, żeby się zatrzymać, a możesz odkryć zupełnie nowe prawdy o sobie i świecie.

 

Kolejny mit: czy mindfulness to medytacja? Och, tu można by długo, bo należałoby się zastanowić, czym właściwie jest medytacja… Bo widzisz, medytacja to właściwie… bycie całkowicie obecnym w danej chwili. Jeśli tak na to spojrzymy, to tak: mindfulness = medytacja. Jeśli jednak rozumiesz medytację jako siedzenie na poduszce z zamkniętymi oczyma… taka praktyka bardzo wspiera stosowanie uważności w codziennym życiu. Użyłam słowa „praktyka”, a mogłabym równie dobrze użyć słowa „trening”. Obserwowanie oddechu, reakcji ciała, myśli i emocji w warunkach – nazwijmy to – laboratoryjnych – zbliża cię do bycia obecnym w swoim życiu o całe lata świetlne. Mimo to… nie jest warunkiem koniecznym. Możesz „medytować” myjąc zęby, żeby wrócić do naszego przykładu. (Rozumiesz teraz? Łatwiej jest „trenować” uważność w sytuacji, która nie wywołuje w nas burzy myśli i emocji.)

 

Wreszcie: czy mindfulness to to samo, co relaksacja? Oj, nie. Póki skupiasz się na oddechu, na dotyku kociej sierści, na kontakcie z wodą podczas brania prysznica… zazwyczaj czujesz się zrelaksowany, bo po prostu jesteś tu i teraz. Ale to skutek uboczny. My tu tymczasem mówimy o życiu, pamiętasz? A życie to także ból, smutek, złość, rozpacz, lęk – te wszystkie bardzo ludzkie stany, które stanowią ludzkie doświadczenie, a przed którymi chcielibyśmy uciec. Uciec – przed życiem. Wyjść na brzeg… Uważność zachęca, abyś się w nich zanurzył. Skonfrontował się z nimi. Uznał je. To też część twojego doświadczenia, która jest – uwaga! – tym łatwiejsza do zniesienia, im bardziej potrafisz ją przyjąć bez stawiania oporu. To już nie jest tak łatwe, jak mycie zębów, prawda? I na pewno jest dalekie od stanu relaksu. A jednocześnie… pozwolenie sobie na odczuwanie smutku, lęku, żalu czy wściekłości może być bardzo kojące. Bo przecież te emocje niosą ci ważny przekaz! No i są bardzo prawdziwe…

 

Czym więc jest w końcu mindfulness? Życiem pełnią życia? Stawaniem w prawdzie? Konfrontacją z tym, co jest rzeczywiście? Wszystkim tym i pewnie jeszcze wieloma innymi rzeczami. Jeśli DOŚWIADCZYSZ, będziesz wiedział i stanie się to oczywiste. Jeśli tylko będziesz czytał… cóż, wciąż będziesz stał na brzegu. I to jest OK, pamiętasz? Ale tylko pod warunkiem, że świadomie podjąłeś taką decyzję.”

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *